piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 48

(Zayn)
   Całą noc nie mogłem spać. Brakowało mi Monic. Chciałbym móc ją przytulić. Co ja zrobiłem? Po co ja poszedłem na tą głupią imprezę? Nawet nie wiem gdzie jest Monic. Gdyby odebrała chociaż telefon... Może śpi. Chodziłem w jedną i w drugą stronę. Nagle usłyszałem, że ktoś otworzył drzwi.
-Zayn?- Usłyszałem jej głos. Głos mojej Monic. Dziewczyna weszła do salonu. Podbiegła do mnie i przytuliła mnie.- Przepraszam, że Ci nie wierzyłam. Harry mi wszystko opowiedział. Powinnam tu zostać. Wysłuchać Cię. Tak mi wstyd.-Powiedziała przez łzy.
-Nic się nie stało. Nie płacz, proszę. 

(Paula)
-Ja tam nadal nie uważam, że jesteście spokrewnieni.
-Tak?- Zaśmiał się.- A możesz mi powiedzieć czemu?
-No wiesz. Monic jest ostra- Ty słodki, Ona łatwowierna- Ty rozważny. Ona dojrzała- Ty dziecinny.- Harry próbował powstrzymać śmiech, ale mu to nie wychodziło.
-Jakbyś znała mnie tyle co ją i często widywała razem to byś mówiła coś zupełnie innego. Oboje jesteśmy tak samo nie dojrzali tylko Monic trochę więcej musiała przejść w życiu niż ja.
-Wiem i wiem, że oboje was kocham tak samo mocno.
-Tak samo?- Spytał Hazz udając urażonego.
-Tak tylko Ciebie trochę mocniej,- Zaśmiałam się.
-No ja myślę. Chodź tu do mnie.- Powiedział Hazz przyciągając mnie do siebie i całując.  Ktoś zapukał do drzwi. Oderwałam się od chłopaka i poszłam otworzyć drzwi.
-Cześć David. Hej Ewa. Wejdźcie.
-Hej my nie będziemy przeszkadzać. Jest Harry?
-Tak. Harry chodź na chwilę!
-Cześć.- Przywitał się Hazz.
-Hej. -Odpowiedzieli jednocześnie.
-Chcieliśmy zaprosić was na nasze wesele.- Powiedział Ewa uśmiechając się.
-Odbędzie się 25 lipca.- Dokończył David.




____________________________________________________________
Tak wiem nie wyszedł mi, ale nie wiedziałam jak to napisać. Przepraszam, że tak długo czekaliście i że ten mi nie wyszedł .

I'M REALLY SORRY :(

czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 47

(Monic)
   Gdy tylko wyszłam z domu po moich policzkach popłynęły łzy. Co ja w ogóle robię? Przecież kocham Zayna... Ale to tak boli... Czemu ja? Miałam mętlik myśli w głowie. Spojrzałam jeszcze raz na ,,nasz" dom i zobaczyłam Malika w oknie... W oczach miał łzy... Chciałam tam iść i go przytulić.
-Ogarnij się.- Powiedziałam szeptem i wsiadłam do auta.
   Odjechałam zostawiając Zayna. Pojechałam do Harrego. To mój brat na pewno mnie wesprze. Tak samo jak Paula. 
    Dojechałam na miejsce i szybko podeszłam do drzwi. Mogłabym przysiąc, że ktoś zrobił mi zdjęcie. Zapukałam. Drzwi otworzył mi Harry.
-Płakałaś?
-Nie. Zdaje Ci się. Nie przeszkadzam?
-Ty miała byś przeszkadzać? Wejdź.
-Dzięki.
-Co się stało?-Spytała Paulina gdy tylko weszłam do salonu.
-A co miało by się stać?
-Czemu ty zawsze próbujesz udawać silną? Czasem każdy musi się wygadać. Więc teraz siadaj i mów co się stało.-Powiedziała Paula i wskazała miejsce obok siebie.
-No, bo... Zayn...
-Pokłóciliście się?
-Nie... Znaczy to też, ale on...- Wzięłam głęboki oddech.- On mnie... Zdradził._powiedział, a po moich policzkach znów spłynęły łzy.
-Ale jak to? Kiedy? Z kim?
-Kiedy nie wiem, ale wiem, że z jakąś Roxi.- Powiedziałam, a Harry zaczął się śmiać.
-Co Cię tak śmieszy?-Spytałam z wyrzutem.
-Proszę Cię on Roxi nawet nie dotknął. 
-Co?
-Jak byłyście w Polsce poszliśmy z chłopakami na imprezę. Na początku Zayn trochę przeholował z alkoholem. I prawda wiele dziewczyn do niego zarywało, ale co się dziwić jest sławny. Jedną z nich była właśnie Roxi. Ale Zayn powiedział jej jasno, że ma dziewczynę. Zresztą tak jak każdej. Pomimo tego dziewczyna i tak przysiadła się do nas. Była nieźle wstawiona. Tak, że zapomniała adresu. Wszyscy u was nocowaliśmy. Gdyby Zayn był sam na stówę nie zgodził by się je przenocować. Następnego dnia pojechała rano taksówką, ale najpierw zostawiła swój numer i adres. Sam nie wiem po co, ale Zayn jak wstał i to zobaczył pomyślał, że Cię zdradził. Nic nie pamiętał z tego wieczoru. Dopiero jak mu Liam, który jedyny z nas nie pił wytłumaczył co było, a czego nie to się uspokoił.
-No, a ten sms?
-Jaki?
-,,Kocham Cię, mała"?
-A ten. To nie Zayn go wysłał. Tylko Greg. Dla jaj, a ona w to uwierzyła. Mnie osobiście to nie śmieszyło. Zayna też. Szczerze to nawet był wkurwiony. Jak ta dziewczyna do niego zadzwoniła to jej wszystko wyjaśnił i przeprosił. I tak cała historia.
-A ja głupia o nic go nie spytałam. Jeden es wystarczył bym straciła do niego zaufanie. Jaka ja jestem głupia. 
(Zayn)
   ,,Pomiędzy mną, a Roxi do niczego nie doszło. Przysięgam." - Napisałem do Monic.
    Mogłem ją zatrzymać. Nie puścić. To moja wina. Gdybym nie poszedł na tą głupią imprezę nie było by w ogóle tematu. A teraz nawet nie wiem, gdzie jest Monic. Bez niej nie mam po co żyć. Mam nadzieje, ze mi wybaczy, a przede wszystkim uwierzy.
(Monic)
   Nie wiem nawet kiedy, ale usnęłam. 
______________________________________________________
5 komentarzy- next

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 46

*miesiąc później*
(Monic)
   Siedziałam na kanapie i oglądałam telewizję. Nudziło mi się. Zayn ma nagrania, a ja siedziałam sama. Nagle zadzwonił telefon, ale nie mój... Zayn zapomniał wsiąść telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz, gdzie wyświetlił się numer niejakiej Roxi. Zdumiona odrzuciłam połączenie. Wiem, że Zayn nie był by zadowolony gdybym odebrała... Chociaż to mój chłopak... Powinnam wiedzieć, kto to Roxi, prawda? Tak. Weszłam w wiadomości... Tak po prostu z ciekawości i zobaczyłam masę esów od niej... Pisał z nią... W końcu zobaczyłam coś czego nie powinnam... ,,Kocham Cię, mała"... Sms, który Zayn.. Mój Zayn... wysłał jej... Cały świat mi się zawalił... To na stówę nie była fanka... Do oczu napłynęły mi łzy... 
    Poszłam no górę do naszej sypialni. Wyciągnęłam walizki i zaczęłam się pakować. Przyzwyczaiłam się do tego, że spotykam się z dupkami, ale myślałam, że Zayn jest inny... Że mnie kocha... Przyzwyczaiłam się do bólu i straty...
*Godzina później*
(Zayn)
   Wszedłem do domu i zobaczyłem walizki w korytarzu. Zadziwiło mnie to, bo Monic nie mówiła, że gdzieś jedzie ani, że ktoś przyjeżdża. 
-Skarbie, gdzie jesteś?
-W salonie.- Odpowiedziała oschle dziewczyna. Wszedłem do pomieszczenia i zobaczyłem Monic siedzącą na kanapie i patrzącą na mnie z wyrzutem.- Co robią te walizki w korytarzu?
-Wyprowadzam się.- Powiedziała obojętnie.
-Co?
-No to, że wyjeżdżam. Chociaż to ja powinnam raczej spytać kto to jest Roxi?
-Kto?- Skąd Monic o niej wie?
-No Roxi. Wiem, że ją znasz więc przestań zgrywać totalnego idiotę i powiedz mi kto to.
-Skąd o niej wiesz?
-Zapomniałeś telefonu Romeo.-Powiedziała i wskazała na mój telefon, który leżał na ławie.-Wiesz myślałam, że jesteś inny... Że mogę Ci ufać... No, ale myliłam się.- Powiedziała wstając.
-Monic, gdzie idziesz?
-Daleko.
-Ale czemu?
-Bo mnie zdradziłeś i oszukiwałeś!- Nie wytrzymała i wrzasnęła na mnie.
-Nie Monic to nie tak. Ona nic dla mnie nie znaczy. To Ciebie kocham i zawsze będę. Byłem pijany. Nie wiedziałem co robię. Proszę wybacz mi.
-Nie Zayn. To koniec. 
-Ale...
-Przestań! Daruj sobie dobrze! Przyzwyczaiłam się. Chodziłam z idiotami i najwyraźniej na idiotów jestem skazana. Ty jesteś taki sam ja Eryk... Nie ty jesteś jeszcze gorszy, bo on jak mnie zdradził to przynajmniej się przyznał, a nie rżnął głupka i udawał, że nic się nie stało. Zayn to boli. Mam dość tego całego cholernego świata, który jakimś trafem musiał uwziąć się na mnie i na mnie sprowadza same nieszczęścia. Na to nic nie poradzę. Ale chociaż ty nie zmuszaj mnie do cierpienia. Nic nie zmieni mojej decyzji. Z nami koniec. -Powiedziała i chciała wyjść, ale złapałem ją za nadgarstek.
-Daj mi szansę. Proszę.
-Nie. To boli. Puść mnie.
  Posłuchałem ją i puściłem jej rękę, a ona wyszła... Tak po prostu... Dałem jej wyjść... Mój cały świat właśnie odszedł... Wyszedł przez drzwi...

______________________________________________________
5 komentarzy- next

piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział 45

*Godzina później*
(Monic)
-To się urządziłaś, a tak się chwaliłaś, że umiesz jeździć.- Zaśmiał się Kosta.
-Oj siedź cicho i się nie udzielaj. Sam mnie namawiałeś na motory.
-Ale się zgodziłaś.
-Ty to zawsze i we wszystkim znajdziesz coś śmiesznego, co?
-Ażebyś wiedziała... Ale wiesz, co? Dziwnie z tym gipsem wyglądasz... Tak jak... Jak... Nie ty.
-Dobrze wiedzieć.
-Money weź się uśmiechnij. To śmieszne.
-Śmieszy Cię to, że Monic ma gips?
-Go śmieszy to, że mógł ze mną wygrać tylko dlatego,że się wywaliłam.
-Mogłem wygrać i bez tego.
-Taaa jasne... A przypomnisz mi, kiedy ostatnio wygrałeś ze mną?
-No jak to kiedy? W wakacje, zanim pojechałaś na wakacje do Hiszpanii.
-Nie no racja wtedy Cię wyprzedził.
-To nie było tylko raz.
-No racja nie. Nie jest to zbyt często, bo rzadko jeździmy na wyścigi.
-Dobra już się nie kłóćcie.- Powiedział Money pomagając mi wsiąść do auta.-Oboje dobrze jeździcie.
-No wiem.- Powiedzieliśmy na raz i zaczęliśmy się śmiać. 
-Wiesz Monic teraz musisz na siebie uważać.
-Ja jej pomogę. To moja wina. 
-To nie twoja wina.
-Wiem, że tylko chcesz być miła, ale obiecuje, że póki będziesz w Polsce i będziesz miała gips będę Ci pomagał. Jestem Ci to winien. 
-Nic mi nie jesteś winien. Kosta daj spokój.
-Nie. 
-Ja też Ci będę pomagać. I nie ma nie.- Powiedział
  Odwróciłam się i patrzyłam przez okno na budynki, które mijaliśmy. No cóż... Oni tacy są... Mogłabym kłócić się nawet godzinę, a i tak nie mam szans... Moi przyjaciele to wariaci i to nieźli... Ale kocham ich. Bez nich nie poradziła bym sobie.
-Ej no Kicia uśmiechnij się.
-Przecież wiesz, że nie lubię jak ludzie wokół mnie skaczą i traktują jak nie wiadomo kogo. A tym bardziej jak ktoś mnie niańczy. Nawet nie wiesz jakie to denerwujące.
-Masz złamaną nogę. My tylko chcemy Ci pomóc. 
-Ach. No dobra.
______________________________________________________
5 komentarzy- next

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 44

(Monic)
   Nadal mam ten wisiorek... Zawsze jak czułam się przygnębiona patrzyłam na niego i mi przechodziło... Czemu on nie może być taki jak dawniej? Czemu nie może być znów moim przyjacielem? Wróć... Czemu nie może się po prostu odwalić? Nic do niego nie czuję..,Nic, a nic... To Zayna kocham... Tęsknie za nim... Zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i uśmiechnęłam się.
*Rozmowa*
-Cześć Zayn.
-Hej Słonko. Czemu masz smutny głos? Coś się stało?
-Nie nic. Po prostu tęsknię.
-Ja też. A jak się bawisz?
-Dobrze. Stęskniłam się za Polską. Fajnie jest zobaczyć stare twarze znajomych. 
-Fajnie, że jesteś szczęśliwa.
-Gdybyś był byłabym jeszcze szczęśliwsza.
-To czemu mnie nie zabrałaś ze sobą?- Zapytał śmiejąc się.
-Nie wiem.-Też się zaśmiałam. Zobaczyłam Kostę machającego do mnie. Podszedł, a ja położyłam palec na ustach, żeby był cicho.
   Rozmawiałam z Zaynem jeszcze półgodziny.
-Dobra Kotek ja już muszę kończyć. Kocham Cię. Pa
-Ja też Cię kocham. Pa. - Powiedział i rozłączył się.
-Ile można gadać?
-Długo. Co znowu wykombinowałeś? 
-Ja? 
-Nie Święty Mikołaj, wiesz?
-Skąd pomysł, że ja coś wykombinowałem?
-Po tym twoim blasku w oczach.
-No ok... Pomyślałem, że może po ścigamy się na motorach. Ostatnio nie mam z kim jeździć.
-Spoko. Jeśli nie zapomniałam jak się jeździ.
-Ty miałabyś zapomnieć jak się jeździ?
-A co? 
-Jeśli ty zapomnisz to tego samego dnia świnie zaczną latać.- Oboje się zaśmialiśmy. 
-Dobra. Idziemy.
   Półgodziny później byliśmy już na torze motorowym. Trochę on amatorski, ale świetnie tu się jeździ. 
-To jak? Kto pierwszy do budki? -Spytał Kosta
-Przegrasz. -Zaśmiałam się.
-Tylko uważaj na siebie. Jest ślisko, a ty dawno nie jeździłaś.
-Dobrze mamusiu.
   Byłam przed Kostą. Wygrywałam. Właśnie pokonywałam kolejny zakręt, gdy straciłam panowanie nad kierownicą i motor przewalił mi się na nogę. Kosta widząc to zsiadł z motoru i podbiegł do mnie.
-Nic Ci nie jest?- Spytał podnosząc motor.
-Noga mnie boli.
-Pokaż ją. -Powiedział i nacisnął delikatnie na moją łydkę.- Boli?- Pokiwałam głową.-A to?
-Tak.
-Chyba jest złamana. Poczekaj zadzwonię do Michała żeby zabrał nas do szpitala.
-Dobra.- Westchnęłam. Nie chciałam się kłócić.
-Hej Money. Przyjedziesz na tor? Monic chyba złamała nogę. Trzeba zawieść ją do szpitala.- Rozłączył się.
-Jeśli któryś z was albo ktokolwiek inny jeśli noga jest na serio złamana zacznie skakać wokół mnie i usługiwać to obiecuję, że oberwie ode mnie.- Zaznaczyłam.
-Spoko.
______________________________________________________
5 komentarzy- next

wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział 43

*Następny dzień*
(Monic)
    Przez to, że wyszłam wcześniej nie miałam, aż takiego kaca jak Paula. 
-To jak wstajesz czy nie?- Spytałam się przyjaciółki.
-Nie. Weź mnie zostaw. Chcę spać.
-Dobra. Jak coś to ja wychodzę.
-Dobra.
   Założyłam kurtkę, wzięłam torbę i wyszłam z domu.
-Monic.
-Eryk? Co ty tu robisz?
-Czekałem na ciebie. Przepraszam za to wczoraj. Upiłem się.
-Trzeźwy byłeś.
-No może tyle nie wypiłem, ale trzeźwy też nie byłem.
-Weź sobie daruj Eryk.  Daj mi spokój. Ja mam Cię dość...Tego wszystkiego.
-Czego? Było nam razem dobrze.
-Nam?!-Wkurwił mnie... Nie pierwszy raz- No chyba Ci! Fajnie było to, że jak coś przeskrobałeś to kaucje płaciłam, co? Albo jak kasę na dragi czy szlugi Ci pożyczałam?! Ty jesteś głupi i wypierdalaj stąd!
-Kicia... Proszę...
-Nie Eryk wynoś się!
-Nie ruszę się dopóki do mnie nie wrócisz!
-Pójdziesz albo dzwonię na policje.
-Ja się glin nie boję. Raczej nie wsadzą mnie za stanie pod twoim domem.
-No nie za to raczej nie. Ale za to co trzymasz w domu raczej tak.
-Nie odważysz się.
-Co tam było? Ty masz trzy czy cztery doniczki marychy?
-Nie powiesz im!
-A założymy się?-Spytałam wyciągając telefon z kieszeni.
-Nie dzwoń... Ja... Ja już idę.
-I nie wracaj.
  Wiedziałam, że on i tak mi nie da spokoju. Pójdzie do domu, przeniesie zioło i wróci, a jak ja glinom zgłoszę, że je ma to wyjdę na idiotkę. Czemu akurat ja musiałam być taka głupia i z nim chodzić? Przez niego mam takie zjebane życie! Gdyby nie on to by wszystko było inaczej. Poszłam do parku. Miałam tego wszystkiego dość. Musiałam pomyśleć. Usiadłam na ławce. Dopiero teraz zobaczyłam, że to ,,nasza" ławka. na oparciu wyryte były inicjały moje i Eryka. Wyrył je jeszcze, gdy byliśmy przyjaciółmi. Po policzku spłynęła mi łza. Przypomniał mi się ten dzień. Gdybym wtedy była mądrzejsza.
    Był czerwiec wszyscy się cieszyli. Pierwszy dzień wakacji jest z czego się cieszyć. A ja? Ja szłam przygnębiona chodnikiem i miałam dość. Przynajmniej odpocznę od tego wszystkiego. Dwa miesiące bez tych idiotów z mojej szkoły, a ja co im robiłam? A no tak... Urodziłam się. Czy oni nie mogą dać mi świętego spokoju? Spojrzałam na moje ręce... Ile tak można? Gdyby nie to, że są jeszcze osoby, które mnie wspierają to już dawno bym sobie główną przecięła. Czemu ja jestem taka słaba? Usiadłam na ławce i zaczęłam płakać. Ktoś usiadł obok mnie.
-Co jest?- Usłyszałam głos Eryka. Od razu uśmiechnęłam się.
-Już ty dobrze wiesz.
-Znowu przez nich? Dziewczyno... Ile razy mówiliśmy Ci, żebyś się nimi nie przejmowała?
-Kto?
-Ja, Paula, Kosta Kira, Money. Wymieniać dalej?
-Nie no dobra. Ale i tak to boli. 
-Oj nie przejmuj się.-Powiedział i przytulił mnie.
-A co jak ty kiedyś przestaniesz mnie wspierać?
-Do tego nigdy nie dojdzie. Obiecuje... Poczekaj... Mam coś dla ciebie...- Wyciągnął z kieszeni wisiorek z napisem ,,BEST"-Na zawsze
-Dziękuje.-Przytuliłam go.
-Nie ma za co.


______________________________________________________
5 komentarzy- next

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Rozdział 42

(Monic)
   Weszliśmy do clubu. Namierzyłam wzrokiem Kirę i poszłam w jej kierunku. 
-Cześć.-Przywitała mnie.
-Hej.
-Proszę, proszę kogo my tu mamy.- Usłyszałam głos Eryka dobiegający z tyłu, aż we mnie zawrzało, ale zachowałam zimną krew.
-Mnie. Jak Ci przeszkadza to nie musisz na mnie patrzeć.
-O widzę, że Kicia pokazuje pazurki.
-Nie chcę się z tobą kłócić. Po prostu nie zbliżaj się do mnie na 2 metry i oboje będziemy szczęśliwi.
-Ja nie będę.
-Ale ja będę i to wystarczy.- Jaką ja miałam ochotę przywalić mu i to mocno.
-Dobrze, ale znając ciebie to jeszcze zmienisz zdanie.
-W snach.
-Chodź i się z nim nie kłóć. Chcesz mieć problemy?- Spytała mnie szeptem Paula.
-Racja.- Odeszłam z Paulą to stolika przy, którym siedzieli już Money, Kosta i Kira.
-Czy on naprawdę akurat dziś musiał tu przyjść?
-Wiedział, że będziesz. Od kiedy dowiedział się, że chodzisz z Malikiem chodzi jak na szpilkach. Zrobił się jeszcze gorszy. Kiedyś to z nim pogadałaś i miękł, a teraz nie ma ciebie i wiesz...-Wyjaśnił mi Money.
-Wiem.
-Wiecie, co? Ja pójdę po drinki. Jaki chcecie?-Zaproponował Kosta.
-Ja poproszę margaritę.
-Oki, a ty Monic? To co zwykle?
-Tak.
   Chłopak poszedł po drinki, a ja rozmawiałam z Moneyem.
*Dwie godziny później*
   Byłam już po paru drinkach i nie byłam najtrzeźwiejsza z towarzystwa.
-No weź Monic. Zbawi Cię ten jeden taniec?-Eryk chodził za mną już od godziny.
-Jeśli z tobą zatańczę dasz mi spokój.
-Dam, ale zatańcz.
-No to chodź.
-Jesteś pewna?- Spytała mnie Paula.
-Chyba. Dam sobie radę. Nie mam dwóch lat.
   Weszliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć.
-Wiesz, że tęskniłem za tobą?
-Ty za kimś tęsknisz?
-Tak. Monic jesteś dla mnie ważna i wiem, kiedyś byłem głupi.
-Eryk...
-Co Eryk?!
-To, że mam chłopaka. Kocham Zayna, a ty straciłeś swoją szansę już dawno temu.
-To ją odzyskam.- powiedział i zaczął przybliżać się do mnie.
-Co ty...-Nie dokończyłam, bo mnie pocałował. Szybko się od niego odsunęłam i przywaliłam mu z liścia.-Pojebało Cię?!
-Jesteś moja!
-Chyba śnisz!-Powiedziałam i wyszłam z clubu.
-Poczekaj!
-Nie!-Złapał mnie za nadgarstek.-Co?!
-I ja i ty wiemy, ze jestem od niego lepszy. Pojmij to wreszcie. On Cię zmienia... Ma na Ciebie zły wpływ!
-Ma na mnie zły wpływ?! Ty naprawdę jesteś taki głupi czy udajesz, a może się czegoś naćpałeś?! To ty miałeś na mnie zły wpływ! Traktowałeś mnie jak jakąś szmatę i zdradzałeś! Przez ciebie ćpałam, piłam i paliłam! Miałam zawiasy!
-I kiedyś byłaś lepsza.
-Lepsza?!
-Odważniejsza i walczyłaś o swoje. Jak by Cię jakaś idiotka na ulicy o suk wyzwała to byś się nie poryczała tylko jebnęła ją w twarz i poszła dalej. Co się z tobą stała?
-Dorosłam. Zostaw mnie albo to ty oberwiesz.
  Odwróciłam się i poszłam... Chciałam wrócić i mu jeszcze raz przywalić, ale nie.
--------------------------------------------------------------------------------------

Kira (Karolina Nowak)

19 lat. Przyjaciółka Monic, Pauli i Kosty. W wieku 10 lat przeniosła się do szkoły, do której chodzili. Najpierw zaprzyjaźniła się z Paulą, z którą zawsze miała dobry kontakt. Jest dziewczyną Kosty. Kocha go tak samo mocno jak on ją. Uwielbia koty. W przyszłości chce zostać tancerką. Dziewczyna ma własną grupę taneczną, do której przed przeprowadzką należała Monic.
______________________________________________________
5 komentarzy- next

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 41

(Monic)
  Wylądowałyśmy. Lot trwał 2 godziny. Miał po nas przyjechać nasz przyjaciel Kosta
-Kicia, Paula jak się macie.-Uśmiechnął się do nas. Skrzywiłam słysząc moją starą ksywkę.
-Cześć. No wiesz jakoś leci. Sam jesteś?
-Sam? Ja miałem nie przyjechać?-Spytał mnie urażony Money.
-Miałeś. 
-Aha to hej.-Powiedział i przytulił mnie. On to się lubił tulić.
-Cześć.
-Ej, stary ona jest zajęta.-Powiedziała Paula.- A tak w ogóle to mnie nikt nie przytuli?
-Oj już się nie obrażaj tak na wejście.- Powiedział i przytulił ją Kosta.
  Jak chłopaki nas już wyściskali pojechaliśmy do mojego starego domu. Dawno nikt tam nie zaglądał.
-Zmęczone, co?- Spytał nas Money.
-Trochę. Dobrze, że pomiędzy Anglią, a Polską nie ma tak dużej różnicy czasowej. Ale i tak chce mi się spać.- Powiedziała Paula przeciągając się.
-Mi też. Dobranoc chłopaki.
-Na razie możemy iść, ale na 20 panie mają być gotowe, bo to, że przyjechałyście trzeba opić. -Powiedział Kosta z łobuzerskim uśmiechem.
-I spotkać się ze starymi znajomymi.
-Nie chcę mi się dziś. -Powiedziałam
-A nie mówiłem, że się tam rozleniwią?-Zaśmiał się Kosta
-Nie rozleniwiłyśmy się!- Zaprzeczyła Paula.
-Nie wcale. Kiedyś non stop chodziłyście do clubów.
-Dziś też idziemy! To w Monic leń wstąpił.
-Dobra pójdę, ale jak zobaczę tego pieprzonego dupka to wychodzę.
-Spoko, ale uzna Cię za słabą.-Zauważył Money.
-Mogę być słaba... Chociaż... Nie będę przed nim uciekać. 
-No i to jest postawa starej Kici.- Powiedział Kosta
-Dobra to my idziemy, a wy odpoczywajcie.- Money pociągnął przyjaciela za łokieć.
-Do wieczora.-Zawołała Paula za chłopakami.
*godzina 18*
-Choć Monic umaluje Cię!
-Już idę. Wiesz, co? Dla mnie ostatnio wypady na imprezy nie można porównać z dobrymi zdarzeniami.
-Co masz na myśli?
-Najpierw zerwałam z Erykiem, a potem ten ch*j mnie zgwałcił.
-Oj już się nim nie przejmuj.
-Nie przejmuje. On mnie tylko wkurwia.
-Nie ruszaj się, bo Cię krzywo umaluję.
-Już się nie ruszam.
  Po godzinie obie byłyśmy umalowane. Paula założyła to, a ja to. Powoli dochodziła 20. Zadzwonił mój telefon
*Rozmowa*
-Gotowe?-  Kosta.
-No już, a co?
-To wychodźcie. My już czekamy.
-I nie mogłeś po prostu wejść przez drzwi jak normalny człowiek?
-A czy ja jestem normalny?
-Racja. Już wychodzimy.- Rozłączyłam się.
-Paula idziemy-  Powiedziałam przyjaciółce, która akurat rozmawiała z Hazzą przez telefon.
-Dobrze. Harry muszę kończyć. Kocham Cię. Pa
--------------------------------------------------------------------------------------
Więc tak

Kosta (Maciek Kostecki) 

20 lat. Przyjaciel Monic, Pauli i Moneya. Znają się od dziecka i ufają sobie. Chłopak wie o dziewczynach dosłownie wszystko. Ma dziewczynę- Kirę, z którą jest bardzo szczęśliwy. Twierdzi, że ludzie powinni być sobą, ponieważ ktoś inny jest już zajęty. Jest typem łobuza i nie chce dorastać. Gra na gitarze. Cieszy się, że Monic znalazła szczęście.


Money (Michał Jankowski)

19 lat. Przyjaciel Monic, Pauli i Kosty. Przyjaźni się z nimi od dzieciństwa. Chodził razem z dziewczynami do klasy. Aktualnie nie ma dziewczyny. Chłopakowi dokuczano w szkole. Nikt tak na prawdę nie wie dlaczego. Najprawdopodobniej zaczęło się to od jakiejś plotki. W tym czasie przyjaciele bardzo go wspierali. Uważa, że nie powinno walczyć o przyjaźń, ponieważ o prawdziwą i szczerą nie trzeba, a o fałszywą nie warto. Ludzie mogą mówić o nim co chcą lecz nikt nie ma prawa obrazić jego przyjaciół. Tańczy break dance. 
______________________________________________________
5 komentarzy- next

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 40

*godzina 20*
(Monic)
   Musze przyznać, że mój brat postarał się z przyjęciem. Wszystko było piękne. Pełno różu i niebieskiego- ulubione kolory solenizantki... I nawet Ewa zdążyła. Ten uśmiech Sashy, gdy to wszystko zobaczyła. Bardzo się ucieszyła, widząc Ewę.
  Zgasło światło i na sale wniesiono tort.
-Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki.-Powiedział Dav. Mała zamknęła oczy, i zdmuchnęła świeczki. Wszyscy zaczęli bić brawa i śpiewać sto lat. Każdy dostał kawałek tortu.
-A teraz czas na prezenty.-Ogłosiła Ewa, gdy skończyliśmy jeść.
-Super.-Powiedziała Sasha i jeszcze raz się uśmiechnęła.
  Ja kupiłam jej domek. Zayn lalki chociaż mówiłam, że nic nie musi kupować. Harry kupił jej coś w rodzaju garderobyDostała jeszcze masę prezentów.

*Następnego dnia*
-Jadę z Paulą na trochę do Polski. Poradzisz sobie beze mnie?
-No nie wiem.-Zaśmiał się Zayn
-A tak poważnie?
-Nie poradzę.
-Kiedyś mnie nie było i sobie raziłeś. 
-Byłaś, ale byłaś daleko i musiałem na ciebie czekać, a teraz jesteś i nie mogę Cię stracić.
-Nie stracisz. Jedziemy na max tydzień.
-Tydzień to za długo, ale dla Ciebie wytrzymam.
-Dziękuje.
-Nie ma za co.- Zaśmiał się.- Kiedy jedziecie?
-Za dwa dni. Dobra idź, bo mnie chłopaki zabiją jak się jeszcze raz spóźnisz.
-To nie była twoja wina.
-Ja to wiem i ty to wiesz, ale oni tego nie rozumieją.
-Racja. Pa.- Powiedział i pocałował mnie w policzek.

*Dwa dni później*
-Ja już muszę iść Zayn.- Zaśmiałam się. Chłopak trzymał mnie w swoich ramionach i nie chciał puścić. Jak ja nie znoszę pożegnań. 
-Nigdzie nie musisz iść.-Powiedział i pocałował mnie.
-Zayn.- Powiedziałam, gdy oderwał się ode mnie.
-Co?
-Puść mnie!
-No już dobrze. Po prostu będę tęsknił.
-Ja też, ale to tylko tydzień.
-Pa.-Ponownie przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
-Pa.
  Poszłam po Paule, która stała z Loczkiem.
-Paula chodź już.
-No idę już idę. -Odwróciła się do Harrego.- Pa.-Powiedziała, a on ją pocałował. 
-Pa.
  Poszłyśmy do odprawy. wszystko poszło sprawnie i już półgodziny później siedziałyśmy w samolocie.
______________________________________________________
Od teraz pisze rozdziały po arabsku,a nie rzymsku, bo zrobi się zamieszanie.
5 komentarz- next 

piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział XXXIX

*dwie godziny później*
  Dochodziła już 17. Poszłam na górę wyszykować się na przyjęcie urodzinowe Sashy. Ustałam przed garderobą i zastanawiałam się co włożyć. Wybrałam to i poszłam się umalować. Zrobiłam lekki makijaż, uczesałam się i ubrałam. Była już 18. Zayn ma racje naprawdę długo siedzę w łazience. 
-Skarbie.- Uśmiechnęłam się, gdy usłyszałam głos Zayna. Praktycznie zbiegłam ze schodów.-Cześć. Pięknie wyglądasz.-Powiedział i przytulił mnie.
-Dziękuje.-Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
-Wiesz, co?
-Co?
-Czasem zastanawiam się co zrobiłem, że zasłużyłem na tak wspaniałą i piękną dziewczynę.
-Ja? Wspaniała? Piękna?
-Najwspanialsza i najpiękniejsza. Nawet nie waż się zaprzeczać.
-Dobrze już dobrze.-Zaśmiałam się.
-Wiesz, że Cię kocham?
-Wiem. Ja Ciebie też.
-Wiem.- Pochylił się i pocałował mnie.
-Idź się przebierz.
-A tak Ci się nie podobam?
-Zayn.
-Już idę.-Powiedział i poszedł na górę.
  Po paru minutach usłyszałam jak woła mnie. Poszłam do niego.
-Co?-Spytałam wchodząc do pokoju. Zayn stał na środku bez koszuli trzymając w rękach dwie koszulki.
-Która lepsza? 
   Zaśmiałam się i wskazałam na białą podkoszulkę z napisem ,,Cool Story Bro."
-Ty to masz gust.
-Do koszulek czy do chłopaka?
-Do koszulek. Twój chłopak to idiota.- Zaśmiał się.
-Czyli pasujemy do siebie. Ja idiotka on idiota.
-Pasujemy. Nie wątpliwie.-Powiedział przyciągając mnie do siebie.
-Ubierz się.
-Nie marudź mała. Wiem, ze Ci się podobam.
-Podobasz, ale pamiętaj, że o 19 mamy być na miejscu.
-Pamiętam. 
-To się ubieraj. Mamy tylko półgodziny.
-Już się ubieram.
   Po piętnastu minutach zeszedł na dół.
-Jedziemy?
-Tak. 
______________________________________________________
5 komentarz- next 

czwartek, 9 stycznia 2014

Rozdział XXXVIII

*godzinę później*
(Monic)
  Sasha bawiła się u siebie, a ja siedziałam w salonie z Davidem i gadaliśmy.
- Ewa zdąży wrócić?
-Powiedziała, że spróbuje, ale wiesz jak jest.
-No wiem, ale jak powiedziała to spróbuje.
-No tak.- Dav przygnębiony spojrzał w okno.
-Tęsknisz za nią?
-Tęsknie i to cholernie, ale co ja mam zrobić? Ona jest w Paryżu, a ja w Londynie. 
-Ja jak w Polsce byłam to nikt za mną nie tęsknił.- Zrobiłam obrażoną minę.  Próbowałam odwrócić jego uwagę, a przynajmniej rozśmieszyć. 
-Tęsknił. Sasha się pytała kiedy ciocia przyjedzie, Mimi też tęskniła. Ona ma dopiero 16 lat i jest do ciebie bardzo przywiązana, a mama czasem patrzyła na twoje zdjęcie i płakała... Bały się o Ciebie... Po tym wszystkim nie dziwie się im.
-Tak wiem. Nie powinnam się ciąć. Czy wy mi w końcu przestaniecie to wytykać?
-Ja już przestałem.
-Taaaa jasne.
-Nie chcesz nie wierz. 
-Spoko. Która godzina?
-15, a co?
-Musze iść sorki.
-Nie no spoko. Nic się nie stało.
  Poszłam na górę.
-Cześć mała. Ja już lecę.
-Pa.-Powiedziała Sasha i przytuliła się do mnie.-Chodź odprowadzę Cię do drzwi.
-No to chodź.- Zaśmiałam się
  Zeszłyśmy na dół. Założyłam kurtkę i wyszłam żegnając się z nimi. Po drodze zajechała jeszcze do sklepu kupić papier ozdobny. Stałam już przy kasie, gdy zaczepiła mnie jakaś dziewczyna. Na oko miała 15 lat.
-Ty jesteś Monic, prawda?
-Tak to ja.
-Dziękuje.
-Ale za co?
-Za to, że jesteś. Widzę ile znaczysz dla Zayna, że on cały czas się uśmiecha, gdy tylko ktoś wypowie twoje imię. Nie rozumiem osób, które Cię nie lubią. Zayn dzięki tobie jest szczęśliwy, a jeśli on to i ja. Nie przejmuj się opiniami innych. Te, które kochają chłopaków powinny Cię wspierać, a nie hejtować. Jesteś wspaniała.-Do oczu naszły mi łzy.-Czemu płaczesz?
-Bo to było takie piękne. Dziękuje.-Przytuliłam ją.
-Nie ma za co. Ja już muszę iść. -Odwróciła się i odeszła.
   Jednak niektóre fanki mnie lubią. Te słowa... Jej słowa były szczere. Było to słychać w jej głosie. To takie... Piękne. Nie mam słów. Dojechałam do domu. Poszłam zapakować prezent dla Sashy. Cały czas myślałam o słowach dziewczyny.

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział XXXVII

*Dwa dni później*
  Mój brat zadzwonił do mnie, żebym popilnowała jego córki. Kocham tego szkraba więc od razu się zgodziłam. Dziś mała ma urodziny, a mój braciszek zajmuje się organizacją. Byłam jej matką chrzestną, a to mnie do czegoś zobowiązywało. Opiekowanie się nią to czysta przyjemność. Jak widać te jej roześmiane oczka to od razu człowiekowi lepiej na duszy.
-Cześć Dav.- Przywitałam się z bratem zdejmując kurtkę.
Sasha
-Hej. Naprawdę dziękuje, że przyjechałaś. Opiekunka Sashy się rozchorowała i nie miałem z kim jej zostawić.
-Nie tłumacz się. A gdzie jest moja mała?
-Tu jestem. Hej ciocia.
-Cześć mała.-Dziewczynka przytuliła się do mnie.-Idź już, bo się spóźnisz.
-Chodź ciocia pokazie Ci moje laleczki. -Pociągnęła mnie za rękę.
-No pokaż. 
-To jest Monia-Pokazała mi lalkę z długimi czarnymi włosami.- I tak jak ty nosi czarne ciuchy. Tylko, że ona nie lubi Eryka . Eryk jest fuu.
-Tak.
-I ciocia też nie lubi Eryka?
-Nie lubi.
-A to jest Ola... A to Katy... Ta ma na imię Zuzia... A to są Liam, Niall, Zayn, Lois i Harry.
-Wujek Harry Ci kupił te lalki?
-Tak.
-A jak bardzo lubisz wujka Harrego?
-Bardzo, bardzo, bardzo. On lubi się śmiać i nie jest taki jak inni. Śmieje się z samego siebie. Wujek Harry jest super i jak przyjeżdża to kupuje mi dużo prezentów.
-Bo Harry jest takim samym dzieckiem jak ty.
-Ale on jest taki duży. Jak może być dzieckiem?
-Widzisz kochanie to jest tak, że ktoś może być taki duży jak stąd do nieba, a czuje się małym dzieckiem i tak się zachowuje albo ktoś może mieć tylko 7 lat i zachowywać się tak jak babci.
-A ty też zachowujesz się jak dziecko.
-Bo ja nie chce dorastać.
-Ja też.
-Nikt nie chce.
-Ciocia.
-Tak?
-Gonisz.- Zaśmiała się. Klepnęła mnie w rękę i zaczęła uciekać.
-Zaraz Cię złapie. Dogonie Cię i złapie.
-Nie złapiesz.
*dwie godziny później*
-Gdzie ona się schowała...Może tu.-Zajrzałam pod stół. Oczywiście wiedziałam, gdzie była Sasha. Jej śmiech dobiegał z szafy.-Nie tu jej nie ma... A może tu... Nie za łóżkiem też jej nie ma... To może się schowała w łazience... Nie tu też jej nie ma...
-Buuuu!- Krzyknęła dziewczynka wyskakując z szafy.
-Aaaaaaaaaa duch!- Zakryłam twarz dłońmi.
-To tylko ja.- Powiedziała Sasha zdejmując moje dłonie z twarzy.
-Sasha! Monic!- Zawołał mój brat z dołu.
-Tata.-Sasha uradowana zeszła na dół i rzuciła się ojcu w ramiona. 
-Aż tak się stęskniłaś?
-Tak.
-Zostaniesz jeszcze trochę czy już musisz iść?
-Mogę zostać. Chłopaki mają próbę do późna. I tak bym się nudziła.
-To my z ciocią idziemy się dalej bawić.
-A ja?
-Ty też chodź tata.
-A w co się bawimy?
-W berka. Tata berek!- Ja i Sasha zaczęłyśmy uciekać śmiejąc się. 



______________________________________________________
Mój ask

Rozdział XXXVI

(Zayn)
-Jestem mamusiu.- Powiedziałem wchodząc do studia.
-Następnym razem nie będę wam przeszkadzał.-Zaśmiał się Loczek
-Następnym razem nie odbiorę. 
-To też jest wyjście.
-Dobra, a teraz tak poważnie to chodźcie. Trzeba w końcu ta próbę zacząć.
-No trzeba.
-To idziemy.
   Próba trochę trwała. Jak zwykle się wygłupialiśmy. 
-Harry!-Krzyknął Niall, na którego Lokers wylał całą butelkę wody.
-Mamy nową miss mokrego podkoszulka chłopaki!- Zawołał Hazza śmiejąc się.
-Mistera.- Poprawił go Liam.
-Na jedno wychodzi.
-No wiesz , co?-Niall udał obrażonego. 
-Oj przepraszam.-Powiedział Hazza. Obserwowałem ich z bezpiecznej odległości. Ja wolałem zostać suchy. Może i są niezłymi wariatami, ale to już nie są moi przyjaciele. To są moi bracia. Co ja bym bez nich zrobił.
-Zayn zobacz.- Powiedział Paul wręczając mi jakąś gazetę.
-Po co mi to?
-Zobacz kto jest na okładce.- Spojrzałem na okładkę. Myślałem, że zaraz wybuchnę.
-Monic, ale ten to kto?
-Nie wiem. Spytaj się jej.
-Ku*wa.
-Nie bulwersuj się.
-Jak mam się nie bulwersować?!
-Próbę skończyliście. To idź do domu.
-Racja. Nara chłopaki. Ja lecę.
-Spoko. Cześć.
  Wyszedłem z budynku i wsiadłem do samochodu. Pojechałem prosto do domu. Ufałem Monic, ale to zdjęcie było dziwne. Wszedłem do dom.
-Cześć Skarbie. Wcześnie skończyliście.
-Tak.- Odpowiedziałem oschle.
-Co jest? Próba wam się nie udała?
-Próba się udała.
-To co jest?
-To.-Powiedziałem i rzuciłem gazetę na ławę. Monic wzięła ją do rąk.
-To ja z Justinem.
-A kto to Justin?!
-Były Pauliny. 
-A co on ciebie chciał?!
-Żebym pogadała z nią. Chce do niej wrócił. Poza tym to mój przyjaciel. Pogadaliśmy i sobie poszedł przysięgam. Nie miałam z nim kontaktu około pół roku.
-Na pewno?
-Tak. Jeśli mi nie wierzysz to spytaj Pauli kto to Juss.
-Wierze Ci. Przepraszam.
-Nie masz za co. To moja wina. Mogłam Ci od razu powiedzieć.
-Nie prawda. Gdybym Ci bardziej ufał nie było by problemu.
-Nic się nie stało.-Przytuliła mnie.
-Przepraszam. Ja po prostu... Nie wiem co we mnie wstąpiło. Po prostu jestem o ciebie zazdrosny.... Mam najpiękniejszą dziewczynę świata i wiem, że nie tylko mi się tak podoba...
-Po pierwsze: nie jestem piękna, po drugie: Nie masz powodu, żeby przepraszać, a tym bardziej być zazdrosnym, a po trzecie: kocham Cię wariacie.
-Ja ciebie też.- Pocałowałem ją.
-Chodź zrobiłam kolacje.
  Poszliśmy do kuchni zjeść. 
-Pycha.-Powiedziałem przyciągając Monic do siebie.
-Puść mnie muszę posprzątać. 
-Rano się posprząta.-Powiedziałem całując ją w szyje. 
-Co ty robisz?
-Dokańczam to, co zacząłem rano. Podobno chciałaś.
-Chciałam i nadal chce. 

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział XXXV

*Rano*
(Monic)
  Obudziłam się. Zayn jeszcze spał,więc wstałam po cichu i poszłam wziąć prysznic. Po porannej toalecie ubrałam się i poszłam obudzić Zayna. 
-Kocie wstawaj.
-Ja chce spać.
-Wstawaj.
-Zaraz.
-Za pół godziny masz zejść na dół.
-Ale mi się nie chce. Kochanie kładź się do mnie. Poleżymy trochę.
-Zayn wstawaj.
-Jeszcze pięć minut.
-Jak z dzieckiem.
-Coś ty powiedziała?
-Że zachowujesz się jak dzieciaka.- Zaśmiałam się.- A co? Inaczej jest?
-Ja Ci dam dzieciaka!- Powiedział i zaczął mnie ganić po całym domu. W końcu mnie złapał.-Przeproś.- Ja zaśmiałam się i pokręciłam głową.-Przeproś bo będzie kara.
-Ja się kary nie boje.
-Nie?
-Raczej mnie nie uderzysz, wiec nie.
-Ale mogę zrobić coś innego.
-Ale ja się nie boje.
-Okey.- Powiedział i przerzucił mnie sobie przez ramie.
-Malki! Postaw mnie!
-Nie.
  Zaniósł mnie do sypialni i położył na łóżku.
-Przeproś.
-Nie.
-Jak wolisz.-Powiedział i pocałowała mnie. Zaczął wsuwać swoje dłonie pod moją bluzkę. Nagle zadzwonił jego telefon. Sięgnął po niego.- Halo.-Odpowiedź- Cześć Hazz.. Co jest?-Odpowiedź- Zajęty jestem.-Powiedział i spojrzał na mnie wzrokiem pełnym pożądania.- A nawet jeśli to, co? Zabronisz?-Odpowiedź- Dobrze mamusiu. Będę za pół godziny.- Rozłączył się.-Masz farta.
-A kto powiedział, że ja tego nie chciałam?
-To masz pecha.-Zaśmiałam się.-I tak mi się nie chce wstać.
-A co innego to Ci się chce?
-Żebyś wiedziała.
-Wstawaj i nie gadaj zboczeńcu.
-Ja? Zboczeniec?- Spojrzałam na niego wilkiem.- Dobrze już wstaje. Tylko nie bij.

Rozdział XXXIV

(Monic)
  To dziwne. Justin nie odzywał się prawi pół roku, a tu nagle pojawia się od tak znikąd i chce wrócić do Pauli. Zdradzał ją i to nie raz. Obiecywał, że się zmieni, że już nie będzie tego robił. Zerwała z nim Około rok temu, gdy nic mu nie mówiąc wróciła wcześniej z Polski i zastała go w łóżku z jakąś tleniona blondyną. Długo potem nie mogła się pozbierać, ale dała radę i teraz jest ok. Ale jeśli zdobędzie adres Pauliny to może jej to wszystko rozpieprzyć. Poszłam do domu chłopaków. Oni mieli nagrania, ale Paula pewnie siedziała w domu i się nudziła. Zapukałam do drzwi. Moja przyjaciółka otworzyła drzwi.
-Cześć.-Uśmiechnęła się na mój widok.
-Hej.
-Wchodź. Co tam?
-Nic. Tylko spotkałam dziś Justina.
-Jak to? Kiedy?
-Dziś. Przyjechał do Londynu specjalnie dla ciebie.
-Jaki słodziutki.-Powiedziała z sarkazmem i zaśmiała się.
-Bardzo.
-Co chciał?
-Żebym z tobą pogadała i przekonała cię żebyś wróciła do niego. A i żebym dała mu twój nowy adres.
-Ja? Do niego? Niezły żart. Adresu nie dałaś co nie?
-Wiem, ale on podobno nie żartował. W życiu.
-On zawsze żartuje. To jakiś nieogarnięty bachor, któremu wydaje się, że mu wszystko się przebaczy. Co on sobie wyobraża? Że wróci, a ja mu się rzucę w ramiona i wszystko wybacz? Ha! Coś się pomylił wyleczyłam się z niego pół roku temu i nie zamierzam tego zmieniać.
-A co jak zdobędzie twój adres?
-To dostanie po mordzie. Ja się bawić z nim nie będę.
-Racja. Dobrze, że na razie go nie ma. Wiesz powinnaś powiedzieć Hazzie, że może się wokół ciebie kręcić.
-Nie teraz. Wiesz co zmieńmy temat, bo o nim nie chce mi się już gadać.
-Mi też. 
-Jak Ci się układa z Zaynem? 
*Wieczór*
(Zayn)
-Monic!-Zawołałem dziewczynę zamykając drzwi. W domu było ciemno. Nikogo nie było.- Gdzie ona może być?- Nawet zadzwonić nie mogę, bo telefonu na razie nie ma. Ufałem jej, więc nie martwiłem się.
  Usłyszałem otwieranie drzwi. To pewnie ona.
-Cześć.
-Hej.- Uśmiechnęła się do mnie.- Chcesz coś do jedzenia?
-Tak, ale dziś zabieram Cię na romantyczną kolacje i nie ma słowa nie.
-Dobra. To ja pójdę się przebrać.
-Nie musisz. Wyglądasz pięknie.-Monic tylko się zaśmiała i poszła na górę.  
   Po paru minutach zeszła ubrana w to.
-Moja piękna.-Powiedziałem przyciągając ją do siebie. Pocałowałem ją.-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. Idziemy?
-Poczekaj chwile.-Powiedziałem i poszedłem po prezent dla niej. Gdy wróciłem uśmiechnęła się do mnie.- Nie ma jak się do ciebie dodzwonić, więc pomyślałem, że przyda Ci nowy telefon.
-No przyda, ale sama mogłam sobie kupić.
-Mogłaś, ale teraz jesteś moja i będę Cię rozpieszczał na każdy możliwy sposób.

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział XXXIII

(Monic)
-Zayn! Spóźnisz się!- Krzyknęłam do chłopaka z dołu.
-Już idę.
-Ile można siedzieć w łazience?
-A ty ile siedzisz?
-Ja jestem dziewczyną i mam prawo siedzieć tyle ile mi się tylko podoba. Idź już.
-Dobrze.- Powiedział i zanim wyszedł pocałował mnie w policzek.
   Zamknęłam dom na klucz i poszłam się przejść.
Justin
-Monic!- Usłyszałam za sobą wołanie. Odwróciłam się.- Cześć.
-Hej Juss. Co tam?
-Dobrze, a Paula się przeprowadziła?
-A co?
-Bo jak byłem wczoraj u niej to nikogo nie zastałem.
-No przeprowadziła się.
-Gdzie?
-A po co Ci to wiedzieć?
-Muszę z nią porozmawiać.
-I?
-Chce do niej wrócić.
-Hahahaha. Niezły żart.
-Jaki żart?
-To ty serio mówisz?
-A jak?
-Chcesz wrócić do Pauliny?
-No ta.
-Po tym co jej zrobiłeś?! Po tym jak ja zdradziłeś z tamtą s*ką?
-Byłem głupi...
-,,Upiłem się" o albo jeszcze spróbuj ,,To ona się na mnie rzuciła. Ja nie chciałem"-Przerwałam mu.- Wiesz ja wiele rozumiem, a ona z naiwności wiele ci wybaczyła, ale miała racje, że z tobą zerwała, bo pięciu zdradach to każdy by się załamał.
-Ale ja naprawdę żałuje. Ja bez niej nie mam po co żyć.
-Daruj sobie.
-Monic ja ją kocham, a tamta laska nic dla mnie nie znaczyła.
-Teraz to ty nic nie znaczysz dla Pauli.
-Proszę... Monic porozmawiaj z nią...
-Nie. Ona ma już chłopaka, który ją nie zrani. Kocha go.
-A...Ale jak to? M...Moja Paula...
-Już nie jest twoja.
-Jesteś moją przyjaciółką?- Spytał z zupełnie innej beczki.
-Byłam póki nie zdradziłeś mojej przyjaciółki. Może i Cię nie nienawidzę, ale też nie lubię tak samo jak kiedyś.-Chłopak chciał już odejść, ale nagle się odwrócił.
-Jest chociaż szczęśliwa?
-Tak. Cały czas jest uśmiechnięta. Nigdy nie widziałam jej szczęśliwszej.
-To dobrze. Pa.
-Pa.