wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział 43

*Następny dzień*
(Monic)
    Przez to, że wyszłam wcześniej nie miałam, aż takiego kaca jak Paula. 
-To jak wstajesz czy nie?- Spytałam się przyjaciółki.
-Nie. Weź mnie zostaw. Chcę spać.
-Dobra. Jak coś to ja wychodzę.
-Dobra.
   Założyłam kurtkę, wzięłam torbę i wyszłam z domu.
-Monic.
-Eryk? Co ty tu robisz?
-Czekałem na ciebie. Przepraszam za to wczoraj. Upiłem się.
-Trzeźwy byłeś.
-No może tyle nie wypiłem, ale trzeźwy też nie byłem.
-Weź sobie daruj Eryk.  Daj mi spokój. Ja mam Cię dość...Tego wszystkiego.
-Czego? Było nam razem dobrze.
-Nam?!-Wkurwił mnie... Nie pierwszy raz- No chyba Ci! Fajnie było to, że jak coś przeskrobałeś to kaucje płaciłam, co? Albo jak kasę na dragi czy szlugi Ci pożyczałam?! Ty jesteś głupi i wypierdalaj stąd!
-Kicia... Proszę...
-Nie Eryk wynoś się!
-Nie ruszę się dopóki do mnie nie wrócisz!
-Pójdziesz albo dzwonię na policje.
-Ja się glin nie boję. Raczej nie wsadzą mnie za stanie pod twoim domem.
-No nie za to raczej nie. Ale za to co trzymasz w domu raczej tak.
-Nie odważysz się.
-Co tam było? Ty masz trzy czy cztery doniczki marychy?
-Nie powiesz im!
-A założymy się?-Spytałam wyciągając telefon z kieszeni.
-Nie dzwoń... Ja... Ja już idę.
-I nie wracaj.
  Wiedziałam, że on i tak mi nie da spokoju. Pójdzie do domu, przeniesie zioło i wróci, a jak ja glinom zgłoszę, że je ma to wyjdę na idiotkę. Czemu akurat ja musiałam być taka głupia i z nim chodzić? Przez niego mam takie zjebane życie! Gdyby nie on to by wszystko było inaczej. Poszłam do parku. Miałam tego wszystkiego dość. Musiałam pomyśleć. Usiadłam na ławce. Dopiero teraz zobaczyłam, że to ,,nasza" ławka. na oparciu wyryte były inicjały moje i Eryka. Wyrył je jeszcze, gdy byliśmy przyjaciółmi. Po policzku spłynęła mi łza. Przypomniał mi się ten dzień. Gdybym wtedy była mądrzejsza.
    Był czerwiec wszyscy się cieszyli. Pierwszy dzień wakacji jest z czego się cieszyć. A ja? Ja szłam przygnębiona chodnikiem i miałam dość. Przynajmniej odpocznę od tego wszystkiego. Dwa miesiące bez tych idiotów z mojej szkoły, a ja co im robiłam? A no tak... Urodziłam się. Czy oni nie mogą dać mi świętego spokoju? Spojrzałam na moje ręce... Ile tak można? Gdyby nie to, że są jeszcze osoby, które mnie wspierają to już dawno bym sobie główną przecięła. Czemu ja jestem taka słaba? Usiadłam na ławce i zaczęłam płakać. Ktoś usiadł obok mnie.
-Co jest?- Usłyszałam głos Eryka. Od razu uśmiechnęłam się.
-Już ty dobrze wiesz.
-Znowu przez nich? Dziewczyno... Ile razy mówiliśmy Ci, żebyś się nimi nie przejmowała?
-Kto?
-Ja, Paula, Kosta Kira, Money. Wymieniać dalej?
-Nie no dobra. Ale i tak to boli. 
-Oj nie przejmuj się.-Powiedział i przytulił mnie.
-A co jak ty kiedyś przestaniesz mnie wspierać?
-Do tego nigdy nie dojdzie. Obiecuje... Poczekaj... Mam coś dla ciebie...- Wyciągnął z kieszeni wisiorek z napisem ,,BEST"-Na zawsze
-Dziękuje.-Przytuliłam go.
-Nie ma za co.


______________________________________________________
5 komentarzy- next

5 komentarzy: