niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 44

(Monic)
   Nadal mam ten wisiorek... Zawsze jak czułam się przygnębiona patrzyłam na niego i mi przechodziło... Czemu on nie może być taki jak dawniej? Czemu nie może być znów moim przyjacielem? Wróć... Czemu nie może się po prostu odwalić? Nic do niego nie czuję..,Nic, a nic... To Zayna kocham... Tęsknie za nim... Zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i uśmiechnęłam się.
*Rozmowa*
-Cześć Zayn.
-Hej Słonko. Czemu masz smutny głos? Coś się stało?
-Nie nic. Po prostu tęsknię.
-Ja też. A jak się bawisz?
-Dobrze. Stęskniłam się za Polską. Fajnie jest zobaczyć stare twarze znajomych. 
-Fajnie, że jesteś szczęśliwa.
-Gdybyś był byłabym jeszcze szczęśliwsza.
-To czemu mnie nie zabrałaś ze sobą?- Zapytał śmiejąc się.
-Nie wiem.-Też się zaśmiałam. Zobaczyłam Kostę machającego do mnie. Podszedł, a ja położyłam palec na ustach, żeby był cicho.
   Rozmawiałam z Zaynem jeszcze półgodziny.
-Dobra Kotek ja już muszę kończyć. Kocham Cię. Pa
-Ja też Cię kocham. Pa. - Powiedział i rozłączył się.
-Ile można gadać?
-Długo. Co znowu wykombinowałeś? 
-Ja? 
-Nie Święty Mikołaj, wiesz?
-Skąd pomysł, że ja coś wykombinowałem?
-Po tym twoim blasku w oczach.
-No ok... Pomyślałem, że może po ścigamy się na motorach. Ostatnio nie mam z kim jeździć.
-Spoko. Jeśli nie zapomniałam jak się jeździ.
-Ty miałabyś zapomnieć jak się jeździ?
-A co? 
-Jeśli ty zapomnisz to tego samego dnia świnie zaczną latać.- Oboje się zaśmialiśmy. 
-Dobra. Idziemy.
   Półgodziny później byliśmy już na torze motorowym. Trochę on amatorski, ale świetnie tu się jeździ. 
-To jak? Kto pierwszy do budki? -Spytał Kosta
-Przegrasz. -Zaśmiałam się.
-Tylko uważaj na siebie. Jest ślisko, a ty dawno nie jeździłaś.
-Dobrze mamusiu.
   Byłam przed Kostą. Wygrywałam. Właśnie pokonywałam kolejny zakręt, gdy straciłam panowanie nad kierownicą i motor przewalił mi się na nogę. Kosta widząc to zsiadł z motoru i podbiegł do mnie.
-Nic Ci nie jest?- Spytał podnosząc motor.
-Noga mnie boli.
-Pokaż ją. -Powiedział i nacisnął delikatnie na moją łydkę.- Boli?- Pokiwałam głową.-A to?
-Tak.
-Chyba jest złamana. Poczekaj zadzwonię do Michała żeby zabrał nas do szpitala.
-Dobra.- Westchnęłam. Nie chciałam się kłócić.
-Hej Money. Przyjedziesz na tor? Monic chyba złamała nogę. Trzeba zawieść ją do szpitala.- Rozłączył się.
-Jeśli któryś z was albo ktokolwiek inny jeśli noga jest na serio złamana zacznie skakać wokół mnie i usługiwać to obiecuję, że oberwie ode mnie.- Zaznaczyłam.
-Spoko.
______________________________________________________
5 komentarzy- next

6 komentarzy: