sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział XXXIV

(Monic)
  To dziwne. Justin nie odzywał się prawi pół roku, a tu nagle pojawia się od tak znikąd i chce wrócić do Pauli. Zdradzał ją i to nie raz. Obiecywał, że się zmieni, że już nie będzie tego robił. Zerwała z nim Około rok temu, gdy nic mu nie mówiąc wróciła wcześniej z Polski i zastała go w łóżku z jakąś tleniona blondyną. Długo potem nie mogła się pozbierać, ale dała radę i teraz jest ok. Ale jeśli zdobędzie adres Pauliny to może jej to wszystko rozpieprzyć. Poszłam do domu chłopaków. Oni mieli nagrania, ale Paula pewnie siedziała w domu i się nudziła. Zapukałam do drzwi. Moja przyjaciółka otworzyła drzwi.
-Cześć.-Uśmiechnęła się na mój widok.
-Hej.
-Wchodź. Co tam?
-Nic. Tylko spotkałam dziś Justina.
-Jak to? Kiedy?
-Dziś. Przyjechał do Londynu specjalnie dla ciebie.
-Jaki słodziutki.-Powiedziała z sarkazmem i zaśmiała się.
-Bardzo.
-Co chciał?
-Żebym z tobą pogadała i przekonała cię żebyś wróciła do niego. A i żebym dała mu twój nowy adres.
-Ja? Do niego? Niezły żart. Adresu nie dałaś co nie?
-Wiem, ale on podobno nie żartował. W życiu.
-On zawsze żartuje. To jakiś nieogarnięty bachor, któremu wydaje się, że mu wszystko się przebaczy. Co on sobie wyobraża? Że wróci, a ja mu się rzucę w ramiona i wszystko wybacz? Ha! Coś się pomylił wyleczyłam się z niego pół roku temu i nie zamierzam tego zmieniać.
-A co jak zdobędzie twój adres?
-To dostanie po mordzie. Ja się bawić z nim nie będę.
-Racja. Dobrze, że na razie go nie ma. Wiesz powinnaś powiedzieć Hazzie, że może się wokół ciebie kręcić.
-Nie teraz. Wiesz co zmieńmy temat, bo o nim nie chce mi się już gadać.
-Mi też. 
-Jak Ci się układa z Zaynem? 
*Wieczór*
(Zayn)
-Monic!-Zawołałem dziewczynę zamykając drzwi. W domu było ciemno. Nikogo nie było.- Gdzie ona może być?- Nawet zadzwonić nie mogę, bo telefonu na razie nie ma. Ufałem jej, więc nie martwiłem się.
  Usłyszałem otwieranie drzwi. To pewnie ona.
-Cześć.
-Hej.- Uśmiechnęła się do mnie.- Chcesz coś do jedzenia?
-Tak, ale dziś zabieram Cię na romantyczną kolacje i nie ma słowa nie.
-Dobra. To ja pójdę się przebrać.
-Nie musisz. Wyglądasz pięknie.-Monic tylko się zaśmiała i poszła na górę.  
   Po paru minutach zeszła ubrana w to.
-Moja piękna.-Powiedziałem przyciągając ją do siebie. Pocałowałem ją.-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. Idziemy?
-Poczekaj chwile.-Powiedziałem i poszedłem po prezent dla niej. Gdy wróciłem uśmiechnęła się do mnie.- Nie ma jak się do ciebie dodzwonić, więc pomyślałem, że przyda Ci nowy telefon.
-No przyda, ale sama mogłam sobie kupić.
-Mogłaś, ale teraz jesteś moja i będę Cię rozpieszczał na każdy możliwy sposób.

2 komentarze: