poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział XXIV

*Następnego dnia*
Samolot rodziców Monic
(Monic)
  Dziś wylatujemy. Pojechaliśmy na lotnisko. Lecieliśmy prywatnym samolotem moich rodziców. Jednak czasem super jest być bogatą.
-Nowy Jorku witaj!- Krzyknął Harry, gdy tylko wystartowaliśmy. Wszyscy zaczęliśmy się z niego śmiać.
-Oj Harry...- Pokręcił głową Zayn.
-Ej daj mu spokój.
-Już tylko nie bij Paula proszę.- Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
  Reszta lotu minęła nam na zabawie. Trzy godziny później lądowaliśmy już w NY. Pojechaliśmy do hotel przebrać się, bo nie da się ukryć w Nowym Jorku było cieplej niż w Londynie. Ubrałam się w to.
-Wyglądasz bosko.- Powiedział Zayn przyciągając mnie do siebie i całując.
-Dziękuje.- Uśmiechnęłam się do niego.
-Jak ja kocham te twoje usta.-  Znowu mnie pocałował.
-Kocham Cię misiu.
-Ja ciebie też.
-Przepraszam. Nie będę przeszkadzał.- Powiedział Loczek, który właśnie wszedł do naszego apartamentu. 
-W niczym nie przeszkadzasz. Właśnie miałam po was iść.To gdzie najpierw idziemy?
-Na zakupy.- Zaśmiała się Paula.
-To potem. Teraz pozwiedzamy.
-Jak wolisz.- Powiedziała z grymasem Paulina.
-Oj mała nie denerwuj się. Zabiorę cie na zakupy i kupię ci co tylko sobie zażyczysz. 
-Mam swoją kasę!
-Wiem, ale jesteś moją dziewczyną i od teraz będę cie rozpieszczał.- Powiedział i pocałował dziewczynę zanim ta zdążyła zaprzeczyć.
-Ziemia do gołąbeczków.- Zaśmiał się Zayn.-Idziemy?
-Tak.Już..- Powiedziała Paulina.
  Cały dzień spędziliśmy na mieście. Wróciliśmy około 23 do hotelu i od razu poszliśmy spać... To znaczy ja i Zayn, bo nie wiem czy Hazz z Paulą też.
*Rano*
-Dzień dobry kicia.- Powiedział Zayn całując mnie w nos.- Jak się spało?
-Dobrze. Poleżymy jeszcze?
-Czemu nie.- Powiedział i przytulił mnie.- Jak chcesz to możemy leżeć tu cały dzień.
-Nie no obiecałam Pauli, że pójdziemy na zakupy, a ona nie daruje mi jeśli nie dotrzymam słowa. 
-Aha. A ja to co?
-A ty... Ty idziesz z nami.- Powiedziałam i pocałowałam chłopaka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz