czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział XXVII

(Zayn)
  Staliśmy z Hazzą pod hotelem i czekaliśmy na Monic i Paulinę.
-Harry!- Krzyknęła Paula
-A gdzie Monic.
-Myślałam, że już przyszła. Tam jest takie zamieszanie, że ona oddaliła się ode mnie i myślałam, że dojdzie beze mnie.
-Styles! Malik! Chodźcie już!
-Ale Monic nie ma!- Krzyknąłem do ochroniarza, który nas poganiał.
-Mam was zabrać, a nie czekać, aż jakaś dziewczyna się namyśli! Do auta! Już!
-Zayn chodź i nie kłóć się. Monic nie jest taka delikatna. Poradzi sobie.
-Skąd wiesz?
-Bo ją znam od lat.Chodź.- Powiedziała Paula i pociągnęła mnie za rękę.
   Odstawiono nas do schronu. Wiatr szalał. Paula choć sama mówiła, że Monic da sobie radę to widziałam, że płacze. Harry mocno ją do siebie przytulał. Ja starałem się być silny, ale strasznie bałem się o ukochaną. Nie wiedziałem nawet, gdzie jest i czy jest bezpieczna.
(Monic)
-To już wszyscy?- Spytałam dyrektorkę sierocińca.
-Tak. Może lepiej będzie jeśli pani zostanie tu. Będzie bezpieczniej.
-Nie pani tylko Monic. I tak lepiej, żebym została.
  Siedziałam w piwnicy jakiegoś domu dziecka i nie wiedziałam nawet co dzieje się z moimi przyjaciółmi i chłopakiem. Bałam się o nich. Ale skoro Niall dzwonił do mnie to pewnie też wysłali po nich kogoś. Po jakimś czasie zaczęło robić się ciszej i wiatr wiał coraz słabiej, aż w końcu przestał wiać w ogóle. Wyszłam na górę i zobaczyłam masę szkód. Bolała mnie kostka, ponieważ wcześniej schodząc do piwnicy chyba ją zwichnęłam.
(Zayn)
  Wyszliśmy ze schronu i oddelegowano nas do czegoś typu szpitala polowego. Bo obejrzeniu nas uznano, że wyszliśmy z tego zdarzenia całkiem dobrze, więc wypuszczono nas. Jedyne co zrobiono to dano Pauli tabletki na uspokojenie. Chciałem iść szukać Monic, ale zatrzymał mnie ochronież.
-A ty gdzie idziesz?
-Szukać Monic.
-Nie.- Powiedział stanowczo.
-Ale czemu?!
-Bo mam was odstawić całych do Londynu! Nie będziesz narażał się dla jakiejś dziewczyny!
-Jakiejś?! Jakiejś?! Ja ją kocham i znajdą ją czy ci się to podoba czy nie!- Powiedziałem i ominąłem mężczyznę.
-Nigdzie nie idziesz!- Powiedział łapiąc mnie za ramie.
-Idę!
-Wiesz, że nic nie wskórasz. To po co się kłócisz?
(Monic)
  Próbowałam do dzwonić się do Zayna, ale nie było sygnału.
-Ku*wa!- Krzyknęłam i rzuciłam telefonem o ścianę jakiegoś budynku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz