piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział XXIX

*Wieczór*
(Monic)
  Zatrzymałam pierwszy lepszy autobus i pojechałam do Westchester County, gdzie zadzwoniłam do Davida, ale odebrała Ewa narzeczona mojego brata.
*Rozmowa*
Ewa
-Halo.
-Hej Ewa.
-Cześć Monic. Nic ci nie jest? 
-Nie nic, ale zostałam sama. Nie wiem czy reszta żyje. 
-Żyją. Niall dzwonił do nas, żeby powiedzieć, ze Zayn nie mógł cie znaleźć i, że możesz... Możesz nie żyć, ale na szczęście się mylił.
-To dobrze. JA mam lot za półgodziny.
-A skąd?
-Z Westchester County.
-To zadzwoń jak będziecie niedaleko. Ktoś przyjedzie po ciebie.
-A no właśnie... Bo ja nie mam czym...
-Jak to nie masz?
-Rozwaliłam telefon.
-Dobra sprawdzę na rozpisce lotów, kiedy lądujesz. Ktoś na pewno będzie na ciebie czekał.
-Dzięki. Pa.
-Pa.
(Zayn)
  Siedziałem w sypialni i i patrzyłem w okno. Jaki ja jestem głupi powinienem tam zostać szukać jej. Ja bez niej nie wytrzymam. Kocham ją. Jeżeli nie przeżyła to ja się zabije. Bez niej nie mam po co żyć. 
-Malik ty cholerny idioto.-Powiedziałem sam do siebie. Nagle w mojej kieszeni zawibrował telefon.
*Rozmowa*
-Halo
-Zayn?- To był jej głos. Głos mojej Monic.
-Monic! Ty żyjesz?
-Żyje. Niedługo wylatuje do Londynu. przyjedziesz po mnie?
-Tak jasne. O której lądujesz?
-Zadzwoń do Ewy ona ci powie, bo ja się nawet tym nie przejmowałam.Ważne, żebym doleciała.
-Dobrze. Zadzwonię do niej.Kiedy wylatujesz?
-Za 20 minut. Musze już iść. Pa. Kocham Cię
-Ja ciebie też. Pa. -Rozłączyła się.
  Po jakimś czasie wyjechałem z domu na lotnisko po Monic. ,,Samolot z Westchester County właśnie wylądował.''  usłyszałem. Zacząłem rozglądać się za ukochaną. Zobaczyłem ją w tłumie. Szła w moją stronę.
-Zayn.- Powiedziała i wtuliał się we mnie
-Nic ci nie jest?
-Tylko noga mnie boli. Nic więcej. 
-To dobrze.- Pocałowałem ją.- Tęskniłem
-Ja też.
-Chodź.- Wziąłem ją na ręce.
-Ej! Może noga mnie boli, ale chodzić mogę.
-Wiem.
-To mnie postaw.

-No chyba ci się coś śni Kicia.


4 komentarze: